IMG_1713

Naturalny poród w prywatnej klinice – drogie zderzenie z rzeczywistością

Zdecydowałam się na poród w prywatnej klinice. Nasłuchałam się i naczytałam jak tam wspaniale. Muszę przyznać, że marketing mają doskonały. Opłata za poród bajońska, ale zawsze sobie obiecywałam, że w tym dniu będę mieć najlepsze warunki….

Podejrzewałam, że ta klinka może być nastawiona na cesarskie cięcie na życzenie, a ja się uparłam na poród naturalny. Chciałam w ostatniej chwili zmienić szpital, ale poród był szybszy o maila. 😉
Przed porodem odbyłam konsultację z lekarzem ginekologiem. Rozmowa właściwie o ulubionym zespole Pana doktora, ale wiadomo lekarze są najbliżej Boga, więc nie dyskutowałam. Przydzielono mi pakiet porodu z lekarzem czyli przy porodzie powinien być lekarz położnik, położna i anestezjolog. Jeżeli jednak lekarz w tym czasie będzie przeprowadzał cesarskie cięcie na tzw. zamówienie to trzeba się modlić, żeby nasz partner stanął na wysokości zadania i pomógł położnej. Mój okazał się Mistrzem Świata, więc w sumie w sumie w bonusie dostaliśmy nowe wyzwanie, które utwierdziło nas w przekonaniu, że jesteśmy rodziną superbohaterów. 😉

IMG_1519

LEKARZ RADZI

Przed porodem było też spotkanie z anestezjologiem. Pan Doktor zaczął rozmowę od informacji, że nie ma czasu na długie pogawędki (dobrze, że koleżanki rodziły wcześniej to się dopytałam o znieczulenie;)).Potem dorzucił informację jakich kobiet nie lubi, a dokładnie typu Matka Polka Bohaterka czyli natura mi pozwala, więc będę rodzić naturalnie i bez znieczulenia. Wyobraźcie sobie nasze miny, kiedy się okazało, że to dokładnie o mnie.
Pan Doktor miał już wyrobione zdanie i stwierdził, że i tak potem będę błagać o znieczulenie. Rozmowa z jedną z położnych też mnie wystrzeliła w kosmos. Właściwie tylko jedno jej pytanie: skąd u Pani trend na poród naturalny?
Ja: no chyba z natury                                                                                                                                                       Ale do brzegu, w sensie do sedna.

DZIEŃ PORODU
Nadszedł wielki dzień. Nad ranem zaczynam odczuwać skurcze, które nasilają się z każdą godziną. Partner mierzy czas między i ich długość. Tego dnia miałam mieć badanie KTG o 17.30, ale założyliśmy, że rodzę i pojechaliśmy juz o 15. Przyjeżdżamy do szpitala, położna rzuciła okiem i stwierdziła, że nie wyglądam jakbym rodziła, podłączono mnie do KTG, ale też nic. Zostaliśmy odprawieni do domu i zalecono powrót w sobotę, a był czwartek. Wracając do domu postanowiłam wpaść na zakupy, bo przecież nie rodzę. Przy dziale z orzeszkami chwycił mnie kolejny skurcz i mało nie zdewastowałam półeczki, ale na szczęście minął.

PORÓD

Po powrocie do domu skurcze się nasiliły, więc weszłam pod prysznic, wzięłam paracetamol i czekałam aż ból minie.;) O 20 skurcze były częste, a ból już nie pozwalał się wyluzować, więc odważnie postanowiliśmy stawić się ponownie w klinice. Pani położna (na moje szczęście już inna) zrobiła KTG i na szczęście sprawdziła rozwarcie. Okazało się, że 5 cm i rodzę. Kilka minut później klęczałam już z bólu na podłodze i wysyłałam narzeczonego po położna, bo jako pierworódka nie miałam pojęcia co robić. Położna sprawdziła rozwarcie i okazało się, że 10, więc migusiem pomknęłam na salę porodową. Nie chciałam znieczulenia, czym zyskałam sympatię położnej i zasłużyłam na gratulacje od pani anestezjolog.
Chciałam rodzić w pozycji kolankowo-łokciowej. Prawie się udało, ale na koniec okazało się, że moja córeczka ma pępowinę owiniętą wokół szyi, więc dla jej dobra musiałam zmienić pozycję. Doszła do tego decyzja o nacięciu krocza, którego nie chciałam, ale okazało się, że nie ma wyjścia.
Mór partner został aktywnie włączony do porodu tzn. musiał ubrać profesjonalne wdzianko, które sprawiło, że wyglądał lepiej od każdego lekarza ze wszystkich seriali. Musiał przykręcać uchwyty, trzymać mi nogi, masować, przypominać o oddechu, huśtać i jeszcze robić foty.Sztos!;) Po 1,5h Mała była już na świecie. Tata kangurkował córkę, a cudownie odnaleziony Pan doktor zaczął mnie cerować. Narzekał przy tym na igły i nici, których nie lubi i dostało się Pani odpowiedzialnej za zamówienia….a ja się pytam co mnie to obchodzi?!!!!!
Wreszcie jesteśmy, bohatersko wychodzimy z sali porodowej. Położna pcha mnie na wózku, partner niesie nasza córkę, duma mnie rozpiera, wiedzę nas w slow motion i słyszę Eye of the tiger w uszach. Duma i nieopisana radość!

IMG_1697

SZPITAL

Wchodzimy do naszego “apartamentu”. Miało być jak z bajki….niestety kanapa dla osoby towarzyszącej zdewastowana, pościel ubierz sobie drogi Tato sam.

IMG_1199

Rano czekała nas jeszcze niespodzianka z jedzeniem. Ogólnie jedzenie prawdziwie szpitalne,ale najbardziej urzekła mnie kanapka z masłem na drugie śniadanie.

IMG_1188

Po tech kilku tygodniach myślę, że to jednak szpital dla prawdziwych celebrytów, bo Ci podobno są traktowani w sposób wyjątkowy. Widzę, wiec dwie możliwości. Tuż przed porodem zostać celebrytą albo rodzić naturalnie w innym szpitalu, a zaoszczędzone pieniądze zainwestować w siebie.
W pakiecie Fotograf zrobił mojej córce zdjęcie, a w zamian za zgodę na wykorzystanie jej wizerunku przez szpital miałam je dostać prezencie. Niestety nie było mi dane.;)
Czy rodziłabym tam po raz drugi….NIE.

p.s.
dla zainteresowanych nazwa szpitala na priv

Posted in Blog, Mama and tagged , , , , , , , .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *